Tak, dziś będę się chwalić kolejną ukończoną stroną w moim pierwszym w życiu kolosie.
To już strona czwarta. Tzn moja czwarta, bo wzór numerowany jest od góry a ja tradycyjnie zaczynam od dołu.
Przyznam się, że o ile firanka pokazywana ostatnio poszła dość szybko o tyle z milionem odcieni zieleni wdzianym przez "szyby" poszło o wiele wolniej. Ale przyjęłam system kolumnami do góry i jakoś poszło.
No to się chwalę.
Tak wyglądała ukończona dokładnie tydzień temu strona 3:
Jakoś tak zapomniałam się nią pochwalić.
A tak wygląda ukończona dziś rano strona 4:
Mam mniej więcej tyle ile pokazuje zaznaczony na czerwono obszar:
Dużo pracy jeszcze przede mną, ale dzięki temu, że jestem prawie unieruchomiona w fotelu na kanwie przybyło prawie 10.200 krzyżyków i to w dwa tygodnie... Niezły wynik. Tyle, że ja właściwie nic innego nie robię... siedzę i macham igłą ;)
Dobrze, że moje dziecko jest kreatywne i potrafi zabawić się samo...
Zrobiłam tyle, ile sobie zaplanowałam, choć nie wiedziałam że uda się to w tak krótkim czasie.
Teraz czas na coś innego, choć przyznam, że z żalem odkładam ten haft. Ale po pierwsze mam w planie coś mniejszego, a po drugie trzeba zrobić kolejną stronę w drugim kolosie.... :D
Dziękuję za wszystkie komentarze dotyczące oprawy moich obrazków. Ta ostatnia oprawa nie jest moim pomysłem, ale szwagierki
Dorota - jak dużo nie chodzę i trzymam w górze to prawie wcale nie boli. Niemniej męczy mnie ten gips, bo ciężki jak....
Malgorzata Zoltek - zdaję sobie z tego sprawę, że te zastrzyki są konieczne i sumiennie co wieczór sobie aplikuję. Niemniej kłucie samej siebie jest mało przyjemne :D
Agnieszka Wardzińska - leniuchuję, choć już boli mnie od tego pewna część ciała :D
Pozdrawiam wszystkich!
piątek, 5 maja 2017
niedziela, 30 kwietnia 2017
Oprawione i to aż dwa obrazki
Jak w temacie posta - dziś przyszedł czas by pochwalić się oprawionymi haftami i to aż dwoma na raz.
Pierwszy w kolejności to moja pamiątka ślubu dla kuzyna, na którego wesele nie pojadę z uwagi na uziemienie z nogą w gipsie....
Jak już pisałam dwa posty temu wyhaftowana, wyprana i wyprasowana pamiątka poleciała pocztą do Polski, do mojej mamy, która miała do niej kupić ramkę.
Trochę się obawiałam czy ta pamiątka dojdzie na czas i czy mama zdąży kupić do niej ramkę. Okazało się, że niepotrzebnie. Przesyłka doszła w stanie nienaruszonym, a mama po dwóch dniach szukania wreszcie znalazła odpowiednią ramkę:
Kolorystycznie ramka idealnie pasuje do haftu. Wprawdzie w samym hafcie coś mi tam troszkę nie pasuje, ale już na to nie mam wpływu. Trudno. Tak wyszło i tak musi być.
We wtorek pamiątka zostanie wręczona nowożeńcom i mam nadzieję ze się spodoba :)
Drugi z oprawionych hafcików to hafcik, którym sie tutaj jeszcze nie chwaliłam.
Wróć. Inaczej. Pokazywałam, ale był nie dokończony.
W październiku zeszłego roku w TYM poście żaliłam się, że nie wyrobiłam się z zamysłem prezentu ślubnego dla mojej chrześnicy. Musiałam zmienić koncepcję i zostało mi pół obrazka:
Pamiętam, że w komentarzach pod postem pisałyście, że będę miała niemal gotowca na następną okazję. Okazja nadarzyła się prędzej niż się spodziewałam, ale serduszko zostało wykorzystane do innego projektu.
Otóż w grudniu na Boże Narodzenie przyjechała moja mama i niemal od progu zapytała, co zrobiłam z tym niedokończonym haftem, bo ona by go chciała dla siebie. Obiecałam wtedy, że do jej wyjazdu coś z tego dla niej zrobię. Musiałam jednak pomyśleć co to miałoby być.
Najpierw dokończyłam serduszko i okonturowałam róże:
Mama wymyśliła, żeby w to serduszko wsadzić nasze zdjęcie rodzinne (czyli ja z mężem i dziećmi). Mnie taka koncepcja nie bardzo odpowiadała, bo uważałam, że albo zdjęcie zasłoni haft, albo będzie malutkie i w ogóle nie będzie widać kogo przedstawia. Poza tym nasze rodzina to nie tylko ja i mąż. Jest jeszcze mój brat z żoną i córką.
Ja myślałam, że by zrobić haft z dedykacją i później kupić taką ramkę, żeby w środek włożyć haft a dookoła umieścić zdjęcia....
I właśnie w tym momencie, pisząc ten post przypomniałam sobie, że jest jeszcze jeden haft, którym sie tutaj jeszcze nie pochwaliłam, a który dawno już został wyhaftowany, oprawiony i wręczony... Ale po kolei...
Dla mamy zrobiłam coś takiego:
Tu jeszcze nie wyprany i nie wyprasowany. Najpierw musiał przejść akceptację zamawiającej...
Mamie haft się spodobał więc mogłam go wyprać i wyprasować. Niestety nie zdążyłam go oprawić.... Był styczeń, pracowałam od rana do wieczora, potem mama trafiła do szpitala o czym pisałam TUTAJ i nie było czasu żeby pochodzić po sklepach za ramką. Mama zabrała więc hafcik do siebie.
Teraz szukając ramki na moją pamiątkę ślubu przy okazji kupiła też ramkę dla siebie i tym oto sposobem kolejny hafcik został zaramkowany:
Tu widać ramkę, ale napisy zamazane:
Niestety lepszych zdjęć nie mam. Te robiła mama i twierdzi, że muszą wystarczyć :D
A czym jeszcze zapomniałam się pochwalić? Właśnie. Nie wiem czy pamiętacie (pewnie nie, więc wam przypomnę), że w sierpniu 2016 chwaliłam się zaczętą pamiątką ślubną na zamówienie szwagierki. Początek pokazywałam TUTAJ. Haftowanie zajęło mi prawie tydzień. Obrazek został wyprany, wyprasowany i wysłany do Polski, a ja zajęta haftowaniem Tęczowej Róży i pamiątki ślubu dla chrześnicy zapomniałam się nim pochwalić:
Oczywiście zdjęcie zrobione "na gorąco" po zdjęciu z tamborka. Potem już nie było czasu na fotkę.
W październiku będąc w Polsce szwagierka pokazała mi co z tego haftu powstało:
Zdjęcia przedstawiają ślub oraz rodzinę Państwa Młodych. Prawda, że pomysłowo?
Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze. Zaleceniem lekarzy i Waszym siedzę grzecznie na 4 literach (które mi powoli rosą :D) i nie przemęczając się wcale haftuję sobie spokojnie. Widok z Okna rośnie i niedługo się nim znowu pochwalę.
Meri - też mam taką nadzieję. I mam nadzieję że w moim wypadku na 1 złamaniu się skończy ;)
Monika Blezień - dziękuję
Teresa Luchowska - rośnie, oj rośnie. Następny post będzie o nim
Agnieszka Wardzińska - teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że po zdjęciu gipsu okaże się że jest ok i nadal nie trzeba będzie w niej grzebać...
Agnieszka D - z książkami to trochę problem, bo mieszkając na zabitej dechami holenderskiej wsi nie mam dostępu do polskich książek, a audiobooki jakoś do mnie nie docierają. Jestem wzrokowcej i zdecydowanie książki wolę czytać niż słuchać...
Małgorzata Zoltek - nie, tabletek mi nie dali. Jedynie zastrzyki przeciwzakrzepowe, które sama sobie muszę aplikować w brzuszek.... Jeszcze "tylko" 23 szt...
Pozdrawiam serdecznie
Pierwszy w kolejności to moja pamiątka ślubu dla kuzyna, na którego wesele nie pojadę z uwagi na uziemienie z nogą w gipsie....
Jak już pisałam dwa posty temu wyhaftowana, wyprana i wyprasowana pamiątka poleciała pocztą do Polski, do mojej mamy, która miała do niej kupić ramkę.
Trochę się obawiałam czy ta pamiątka dojdzie na czas i czy mama zdąży kupić do niej ramkę. Okazało się, że niepotrzebnie. Przesyłka doszła w stanie nienaruszonym, a mama po dwóch dniach szukania wreszcie znalazła odpowiednią ramkę:
Kolorystycznie ramka idealnie pasuje do haftu. Wprawdzie w samym hafcie coś mi tam troszkę nie pasuje, ale już na to nie mam wpływu. Trudno. Tak wyszło i tak musi być.
We wtorek pamiątka zostanie wręczona nowożeńcom i mam nadzieję ze się spodoba :)
Drugi z oprawionych hafcików to hafcik, którym sie tutaj jeszcze nie chwaliłam.
Wróć. Inaczej. Pokazywałam, ale był nie dokończony.
W październiku zeszłego roku w TYM poście żaliłam się, że nie wyrobiłam się z zamysłem prezentu ślubnego dla mojej chrześnicy. Musiałam zmienić koncepcję i zostało mi pół obrazka:
Pamiętam, że w komentarzach pod postem pisałyście, że będę miała niemal gotowca na następną okazję. Okazja nadarzyła się prędzej niż się spodziewałam, ale serduszko zostało wykorzystane do innego projektu.
Otóż w grudniu na Boże Narodzenie przyjechała moja mama i niemal od progu zapytała, co zrobiłam z tym niedokończonym haftem, bo ona by go chciała dla siebie. Obiecałam wtedy, że do jej wyjazdu coś z tego dla niej zrobię. Musiałam jednak pomyśleć co to miałoby być.
Najpierw dokończyłam serduszko i okonturowałam róże:
Mama wymyśliła, żeby w to serduszko wsadzić nasze zdjęcie rodzinne (czyli ja z mężem i dziećmi). Mnie taka koncepcja nie bardzo odpowiadała, bo uważałam, że albo zdjęcie zasłoni haft, albo będzie malutkie i w ogóle nie będzie widać kogo przedstawia. Poza tym nasze rodzina to nie tylko ja i mąż. Jest jeszcze mój brat z żoną i córką.
Ja myślałam, że by zrobić haft z dedykacją i później kupić taką ramkę, żeby w środek włożyć haft a dookoła umieścić zdjęcia....
I właśnie w tym momencie, pisząc ten post przypomniałam sobie, że jest jeszcze jeden haft, którym sie tutaj jeszcze nie pochwaliłam, a który dawno już został wyhaftowany, oprawiony i wręczony... Ale po kolei...
Dla mamy zrobiłam coś takiego:
Tu jeszcze nie wyprany i nie wyprasowany. Najpierw musiał przejść akceptację zamawiającej...
Mamie haft się spodobał więc mogłam go wyprać i wyprasować. Niestety nie zdążyłam go oprawić.... Był styczeń, pracowałam od rana do wieczora, potem mama trafiła do szpitala o czym pisałam TUTAJ i nie było czasu żeby pochodzić po sklepach za ramką. Mama zabrała więc hafcik do siebie.
Teraz szukając ramki na moją pamiątkę ślubu przy okazji kupiła też ramkę dla siebie i tym oto sposobem kolejny hafcik został zaramkowany:
Tu widać ramkę, ale napisy zamazane:
Niestety lepszych zdjęć nie mam. Te robiła mama i twierdzi, że muszą wystarczyć :D
A czym jeszcze zapomniałam się pochwalić? Właśnie. Nie wiem czy pamiętacie (pewnie nie, więc wam przypomnę), że w sierpniu 2016 chwaliłam się zaczętą pamiątką ślubną na zamówienie szwagierki. Początek pokazywałam TUTAJ. Haftowanie zajęło mi prawie tydzień. Obrazek został wyprany, wyprasowany i wysłany do Polski, a ja zajęta haftowaniem Tęczowej Róży i pamiątki ślubu dla chrześnicy zapomniałam się nim pochwalić:
Oczywiście zdjęcie zrobione "na gorąco" po zdjęciu z tamborka. Potem już nie było czasu na fotkę.
W październiku będąc w Polsce szwagierka pokazała mi co z tego haftu powstało:
Zdjęcia przedstawiają ślub oraz rodzinę Państwa Młodych. Prawda, że pomysłowo?
Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze. Zaleceniem lekarzy i Waszym siedzę grzecznie na 4 literach (które mi powoli rosą :D) i nie przemęczając się wcale haftuję sobie spokojnie. Widok z Okna rośnie i niedługo się nim znowu pochwalę.
Meri - też mam taką nadzieję. I mam nadzieję że w moim wypadku na 1 złamaniu się skończy ;)
Monika Blezień - dziękuję
Teresa Luchowska - rośnie, oj rośnie. Następny post będzie o nim
Agnieszka Wardzińska - teraz tylko trzeba mieć nadzieję, że po zdjęciu gipsu okaże się że jest ok i nadal nie trzeba będzie w niej grzebać...
Agnieszka D - z książkami to trochę problem, bo mieszkając na zabitej dechami holenderskiej wsi nie mam dostępu do polskich książek, a audiobooki jakoś do mnie nie docierają. Jestem wzrokowcej i zdecydowanie książki wolę czytać niż słuchać...
Małgorzata Zoltek - nie, tabletek mi nie dali. Jedynie zastrzyki przeciwzakrzepowe, które sama sobie muszę aplikować w brzuszek.... Jeszcze "tylko" 23 szt...
Pozdrawiam serdecznie
poniedziałek, 24 kwietnia 2017
SAL "Widok z Okna" - kolejna strona
Jak można wywnioskować z tytułu posta wróciłam do mojego widoczku. Wreszcie :)
Ostatnie krzyżyki na tej kanwie postawiłam w grudniu 2016 roku. Gdy odkładałam kanwę miałam wyhaftowane dwie (i trochę) strony schematu:
W zeszły czwartek po wiadomym telefonie ze szpitala nie mogąc skupić się na literkach do ślubnego wzoru postanowiłam wreszcie wrócić do Tego obrazu. Wymieniłam więc muliny w pudełku po herbacie, wydrukowałam sobie kolejne 2 strony i zasiadłam wygodnie w moim "centrum dowodzenia
wszechświatem":
Tak się zawzięłam z tym haftowaniem, że w piątek wieczorem miałam już prawie dwie całe kolumny krzyżyków:
Jedna kolumna to 10 krzyżyków szerokości i 80 krzyżyków wysokości...
Cały weekend pracowicie stawiałam krzyżyki i dziś mogę pochwalić się kolejnymi dwoma kolumnami:
Całe 3200 krzyżyków w 4 dni. Szybko? Może i szybko, ale po pierwsze mam obecnie całe mnóstwo wolnego czasu, który jakoś trzeba zagospodarować, a po drugie to tylko firanka, gdzie jest stosunkowo mało kolorów.
Do końca strony brakuje mi 2,5 kolumny i tu już niestety nie pójdzie mi tak łatwo bo zaczyna się pikselowata zieleń widoczna przez "szyby".
Dziś już troszkę zaczęłam co widać na zdjęciu zrobionym dosłownie przed chwilką:
Jakość zdjęcia nienajlepsza, ale też i oświetlenie do kitu. Ale pikselki widać :)
No to tyle o Widoku, a teraz czas na moją nogę...
Pan doktor mnie przyjął, owszem, ale nikt w szpitalu nie potrafił powiedzieć po co tak naprawdę kazali mi przyjechać... Obejrzał gips, stwierdził że mocno "siedzi", że teraz nie ma potrzeby robić żadnego zdjęcia ani tym bardziej zdejmować gipsu.
Ale... no właśnie zawsze MUSI być jakieś "ALE".
Bardzo miły pan doktor uświadomił mnie, że takie złamanie jak moje może goić się do 6 miesięcy.... Z czego co najmniej 6 tygodni w gipsie. Skoro ja już mam za sobą 2 tygodnie to znaczy, że jeszcze MINIMUM 4 i tym sposobem data zdjęcia gipsu przesunęła się z 11.05 na 22.05...
Wtedy właśnie zdejmą mi to moje cudo w kolorze blue, zrobią prześwietlenie i zadecydują co dalej.
ALE najprawdopodobniej dostanę kolejny gips, tym razem tylko na stopę. Na jak długo to już nie pytałam...
No a potem czeka mnie jeszcze rehabilitacja...
W każdym bądź razie przez najbliższe 3 miesiące mogę zapomnieć o pracy. Mogę chodzić TYLKO po mieszkaniu, ew. ogrodzie ale nogi nie forsować. Do chodzenia używać bereł. Jak najwięcej siedzieć/leżeć z nogą w górze...
I to by było na tyle.
Cieszę się z tego, że nie muszą mi tam nic grzebać w tej stopie...
Będę teraz grzecznie siedzieć i dłubać moje pikselki na zmianę w Widoku z Okna i Victorian Garden bo nic innego mi nie pozostało... Chyba, że zacznę kolejny wzór, niekoniecznie HAED...
No ewentualnie zawsze mogę nauczyć się robić na drutach jakieś wzory, bo jak na razie to umiem tylko prawe i lewe ;)
Dziękuję wszystkim za wsparcie. Jak widać dobrze trzymałyście kciuki ;)
Anek 73, Haft i Patchwork - Dziękuję Wam serdecznie, że dzielicie się ze mną własnymi przeżyciami. To są naprawdę nieocenione komentarze. Wezmę je sobie do serca, bo człowiek uczy się na błędach cudzych i własnych niestety...
Agnieszka Wardzińska - idąc tym tropem, to moja noga powinna zrosnąć się błyskawicznie, bo ja całe życie zjadam wszystkie chrząstki z kości ;)
Dziękuję za komentarze odnośnie pamiątki ślubu. Z napisami i wyprana będzie pewnie jeszcze ładniejsza ;)
Pozdrawiam serdecznie z mojego "centrum zarządzania wszechświatem" ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)















