poniedziałek, 6 grudnia 2021

Kwarantanny dzień pierwszy...

Kilka postów temu pisałam, że Covid krąży wokół nas i krąży. I tak sobie krążył i krążył aż wreszcie zapukał i do naszych drzwi...

To znaczy najpierw zawitał do pracy mojego męża rozkładając po kolei cały zakład - ludzia po ludziu i mojego męża w końcu też.

Zaczęło się niewinnie, od objawów grypopodobnych już w czwartek. Była aspirynka, strepsilki i ciepła kołderka i jeszcze w piątek mąż poszedł do pracy. Ale jak wrócił to zmusiłam go do zrobienia domowego testu na koronawirusa.

Na szczęście takie testy w Niderlandach można kupić w każdym supermarkecie w cenie około 3-4 euro. Zrobiliśmy ten test i już po 5 minutach wynik był pozytywny...

Nie pozostało mi nic innego, jak zgłosić w mojej pracy ten fakt i umówić nas oboje na testy CPR.

I tak w sobotę wylądowaliśmy na testach. O ile mój wyszedł negatywny, tak mojemu mężowi potwierdził się pozytywny. Korona jak malowanie. Na szczęście wszyscy (łącznie z 21 letnim synem) lub prawie wszyscy (oprócz 9 letniej córki) jesteśmy zaszczepieni więc mam nadzieję, że przejdziemy to łagodnie albo wcale się nie zarazimy.

Na razie siedzimy w kwarantannie. Zgodnie w Niderlandzkimi przepisami minimum 10 dni, ale ja i dzieci musimy się iść ponownie przetestować po 5 dniach od 1 testu, czyli gdzieś we czwartek lub w piątek. I jeśli wtedy nie będziemy mieli objawów a testy wyjdą negatywne to w poniedziałek 13 grudnia wracamy do pracy/szkoły.

Każda rękodzielniczka wie, że niespodziewany czas wolny trzeba wykorzystać na swoje hobby. 

Ja też to wiem, dlatego już się cieszę, że coś w moich haftach przybędzie. A jak wiecie zaczęte mam dwa hafty - sampler Tea Time i HAED Widok z okna.

Stan obu haftów w momencie rozpoczęcia kwarantanny jest taki:

1. Sampler:

2. HAED:
Zdjęcie kolosa robione na szybko, by można było zacząć, ale mogę wam powiedzieć, że jest to koniec jednej strony i początek drugiej. W momencie pisania posta (niedziela, okolice północy, czyli prawie poniedziałek) mogę powiedzieć, że kolejna strona została ukończona. Czas na ostatnią stronę w tym rzędzie.
Aż sama jestem ciekawa ile uda mi się zrobić do następnej niedzieli.

Dziękuję za Wasze odwiedziny i pozostawione komentarze.
Joanna - dokładnie tak jak piszesz - często nie wiadomo gdzie postawić konkretny krzyżyk
Promyk - trzymaj mocno, może teraz się uda
Ad'ka - dziękuję
Hafty Agaty - oj leci, leci....



czwartek, 2 grudnia 2021

Dałam w prezencie

Kilka postów temu pisałam, że w końcu zaczęłam powoli oprawiać i wieszać na ścianach swoje hafty.

Pisałam też, że sampler, który haftowałam wspólnie z uczestniczkami SAL-u w 2017(!) roku, a konkretnie Tea Time nijak nie pasuje mi do koncepcji kuchni, bo to jest MINI Tea Time. 

Kiedy się zorientowałam? Ano dopiero rok później, gdy miałam już kompletnie wyhaftowany kolejny samplet Cookie Time, który idealnie się z Tea Time komponuje. Jednak Cookie Time był w wersji normalnej..

Wtedy mi to jeszcze nie przeszkadzało, bo nie bardzo wiedziałam jak mam te hafty zagospodarować, gdzie powiesić. Dopiero jak doprowadziłam kuchnię to stanu używalności (tapeta, panele, szafki), to na spokojnie mogłam pomyśleć gdzie te wszystkie piękne (bo one są piękne, prawda?) hafty powiesić.

Ostatnio pokazywałam wam już powieszone owocki i warzywka. Na Tea Time i Cookie Time też już czekają ramki i miejsce.

Tea Time w normalnym rozmiarze nawet już się robi:

Szczerze powiedziawszy miałam nadzieję, że się wyrobię z tym haftem w 2-3 tygodnie góra. A tymczasem w 3 tygodnie to mam 3 całe motywy i jeden zaczęty (nie ma go na zdjęciu)...
Ale jestem dobrej myśli, że do świąt, a przynajmniej do 1 stycznia haft zawiśnie.

Zapytacie co zrobiłam z mini Tea Time? Otóż postanowiłam go w końcu oprawić i dać w prezencie.
Tak się prezentuje w końcu wyprany, wyprasowany i oprawiony:
A podarowałam go jednej z moich podopiecznych, która w niedzielę skończyła 86 lat.
I powiem nieskromnie że prezent bardzo się spodobał nie tylko jubilatce :)

Kochane, z Waszych komentarzy wynika, że nie tylko ja zaliczyłam wtopę z podmalowaną kanwą. Odrobinę mi lżej na duszy.
elakochan - gdyby nie ty, to nadal byłyby "puste miejsca" ;)

Pozdrawiam Was wszystkich!!!


piątek, 26 listopada 2021

Nigdy więcej...

Nigdy więcej już nie dam się namówić na podmalowaną kanwę. Haftowałam i haftowałam to czekadełko, a jak je już wyhaftowałam to się nim pozachwycałam przez moment.

Ten moment trwał bardzo krótko, a cały zachwyt nad tym "dziełem" skończył się w momencie jego wyprania i próby oprawienia.

Wyprać go trzeba było, bo po 1 kanwa była zbyt długo "czekadełkiem", a po 2 wzór był krzywo nadrukowany i nijak nie zgadzał się z "dziurkami" materiału. 

Wyprałam go w zimnej wodzie....

Nie dość, że się skurczył i to znacznie, to jeszcze pojawiły się dziwne puste miejsca. Ręce mi opadły....

I za Chiny Ludowe nie dało się go porządnie oprawić. Porządnie, to może mógłby go oprawić profesjonalny ramiarz, ja jednak jestem niejako skazana na gotowe ramki do zdjęć. Poza tym troszkę szkoda byłoby mi wydać kasę na takiego babola....

W przypływie złości chciałam go nawet wyrzucić, ale zaprotestowała moja córka, która obecnie jest na etapie miłości do koników maści i wielkości wszelakiej...

Oprawiłam i postawiłam córce na biurko. Ona szczęśliwa z koników, a ja mam je już z głowy i nie muszę już na nie patrzeć...

Następnym razem, gdy wpadnie mi w ręce drukowana kanwa to po prostu ją wyrzucę. Albo oddam dziecku do nauki.
Nigdy więcej drukowanej kanwy!!

Dziękuję Wam za wasze odwiedziny i komentarze

elakochan - może nie kolejny. To większa wersja haftowanego kilka lat temu samplerka. Ten mały nie pasuje mi do koncepcji ;)

Pozdrawiam