Taaak, żyję.
Podpisałam umowę o pracę, jestem pracownikiem elastycznym, na telefon i od chwili podpisania umowy, czyli od 24 września byłam w pracy aż dwa razy... Naprawdę - żyć, nie umierać...
Od jakiegos czasu prześladuje mnie pech...
Rok temu miałam przykre przeżycia, a dziś też zaczyna się wszystko walić... Mążowi zepsul się skuter i telefon, a ja zrobiłam najgłupszy błąd pod słońcem - wpisalam do przelewu bankowego o jedno zero za dużo...
Nie umiem cofnąć już tego przelewu i nie wiem czy uda mi się jutro zatrzymać realizację tej transakcji. Pozostało mi liczyć na uczciwość osoby której owe pieniądze posłałam....
Wybaczcie, musialam się wyżalić.
Moje irysy już zakwitły:
Wybaczcie - kanwa ciągle w użyciu, dlatego taka wymiętoszona. Tak na szybko zdjęłam z tamborka by fotkę zrobić.
Wyhaftowalam już wszystkie kwiaty, teraz pozostało samo żółte, monotonne tło. Ale szykuję się już do następnego haftu i chyba będę rzucać monetą, bo nie wiem co wybrać - tyle mam pięknych wzorów. A wszystko dzięki Wam.
Pozdrawiam
piątek, 5 października 2012
poniedziałek, 24 września 2012
Dylematy Matki-Polki
Jak to w życiu bywa, wszystko co dobre szybko sie kończy.
Mnie się właśnie w czwartek skończył urlop macierzyński i według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinnam iść do pracy.
Miałam nadzieję, że zarejestruję się jako bezrobotna i spokojnie będę sobie szukac jakiejś pracy na późne popołudnia i wieczory. We wtorej jednak zadzwonili z mojej agencji z zapytaniem, czy chciałabym wrócić do mojej poprzedniej pracy.
Chcieć to bym chciała, bo praca była fajna, towarzystwo też, płacili regularnie i co najważniejsze nigdy nie było problemów z wzięciem dnia wolnego.
Podobno chcieć to móc, ale jak tu iść do pracy, gdy się ma w domu 10-tygodniowe niemowlę karmione piersią....
Po wielu godzinach rozmyślań nad różnymi rozwiązaniami doszliśmy z mężem do wniosku, że jedynym wyjściem będzie ponowne zaproszenie do nas babci. Tym razem przyjechała moja mama...
Tym sposobem znów mam w domu dodatkową osobę.
Jeśli w najbliższych dniach pójde do pracy to bacia zajmie się nie tylko dzieckiem, ale takze domem i obiadem, a ja po powrocie do domu będe miała czas, by nie tylko utulić swoje maleństwo, ale także postawić kilka krzyżyków.
Przez ostatni tydzień przybyło naprawdę niewiele:
I moja praca w całości:
Mam nadzieję że ostatni już kwiat uda mi się wyhaftować do końca tygodnia i później będę się tylko męczyć z żółtym, monotonnym tłem.
Dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam serdecznie
Mnie się właśnie w czwartek skończył urlop macierzyński i według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinnam iść do pracy.
Miałam nadzieję, że zarejestruję się jako bezrobotna i spokojnie będę sobie szukac jakiejś pracy na późne popołudnia i wieczory. We wtorej jednak zadzwonili z mojej agencji z zapytaniem, czy chciałabym wrócić do mojej poprzedniej pracy.
Chcieć to bym chciała, bo praca była fajna, towarzystwo też, płacili regularnie i co najważniejsze nigdy nie było problemów z wzięciem dnia wolnego.
Podobno chcieć to móc, ale jak tu iść do pracy, gdy się ma w domu 10-tygodniowe niemowlę karmione piersią....
Po wielu godzinach rozmyślań nad różnymi rozwiązaniami doszliśmy z mężem do wniosku, że jedynym wyjściem będzie ponowne zaproszenie do nas babci. Tym razem przyjechała moja mama...
Tym sposobem znów mam w domu dodatkową osobę.
Jeśli w najbliższych dniach pójde do pracy to bacia zajmie się nie tylko dzieckiem, ale takze domem i obiadem, a ja po powrocie do domu będe miała czas, by nie tylko utulić swoje maleństwo, ale także postawić kilka krzyżyków.
Przez ostatni tydzień przybyło naprawdę niewiele:
Zbliżenie na haftowany obecnie kwiat:
I moja praca w całości:
Mam nadzieję że ostatni już kwiat uda mi się wyhaftować do końca tygodnia i później będę się tylko męczyć z żółtym, monotonnym tłem.
Dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam serdecznie
niedziela, 16 września 2012
Weekendowo
Jakoś ostatnio nie lubię weekendów. Mąż i starsze dzieci sa wtedy w domu i jest niezły rozgardiasz, szczególnie w sobotę - zakupy, sprzątanie, gotowanie, zamieszanie. Przeważnie przez cały dzień nie mam czasu, żeby postawić kilka krzyżyków. Wieczorem niby czas jest, ale wtedy malutka śpi w łóżeczku obok mojej sofy i mam zapalona tylko malutką lampeczkę, przy której nie da się już haftować...
Zasiadam wtedy do laptopa i buszuję po internecie.
Na domiar złego jesteśmy wszyscy poprzeziębiani... Zaczeło się od syna, później przeszło na córkę i na męża... Ja oczywiscie też jestem mocno zakatarzona, ale... wiecie jak to jest - chory mąż jest jak kolejne dziecko do pielęgnacji i dlatego ja niezbyt mogę chorować...
Osłodziłam sobie to zapisując się na Candy
- tu:
Zasiadam wtedy do laptopa i buszuję po internecie.
Na domiar złego jesteśmy wszyscy poprzeziębiani... Zaczeło się od syna, później przeszło na córkę i na męża... Ja oczywiscie też jestem mocno zakatarzona, ale... wiecie jak to jest - chory mąż jest jak kolejne dziecko do pielęgnacji i dlatego ja niezbyt mogę chorować...
Osłodziłam sobie to zapisując się na Candy
- tu:
- i tu
Przyznam się, że marzy mi sie wygrana w tym drugin Candy. Moja maszyna przestałaby się wtedy lenić w szafie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)