W poniedziałek postawiłam ostatnie krzyżyki na pierwszej kanwie "Home Sweet Home" . W zasadzie nie były to krzyżyki a backstitche czyli kontury, ale nie będziemy się czepiać szczegółów. Dość, że obrazek uważam za wyhaftowany:
Zbliżenia na złote i miedziane kontury:
Do pełni szczęścia brakuje już tylko ramki i można iść w gości, a potem.... haftować kolejny i jeszcze następny...
Zastanawiam się jednak nad tymi nieszczęsnymi metalicznymi nićmi. Nie wiem, jak zachowuje się podczas haftu prawdziwy kreinik. Ja haftowałam nicią metaliczną z palety DMC i mogę powiedzieć jedno - DRAMAT!!!
Jeszcze tą złotą to w miarę dobrze szło i na krótkich i na długich "dystansach". Ale ta miedziana to był po prostu horror - rozwarstwiała się, plątała, przerywała, pętelkowała.... wrrrrrrrrr. Nie macie pojęcia jak się cieszę, że to w końcu skończyłam...
Chciałam podziękować Wam za wszystkie przemiłe komentarze pod poprzednimi postami.