niedziela, 9 grudnia 2018

Komin - szyjogrzej dla męża



Niestety nie pokażę Wam dziś moich hafciarskich postępów, a to z tego powodu, że chwilowo zakopałam się (i to dosłownie) w moich wełnianych motkach....
Jak już pisałam w poprzednim poście mój czerwony szal Snoweko wrócił na druty:
Zrobiłam kilka rzędów i stwierdziłam, że jednak ten szal odłożę i zacznę coś innego.
Mąż marudził, że zimno mu w szyję podczas wieczornych spacerków z naszymi pieskami, że niby szalik ma, ale jakoś się nie układa i wiecznie musi go poprawiać. Mój mąż ubiera się "na cebulkę" i nie lubi grubych swetrzysk w wysokim golfem, postanowiłam więc że zrobię  mu taki komin-szyjogrzej.
Wybór padł na wzór z Dropsa Snuggles. Wydawał się całkiem łatwy dla takiej dziergaczki jak ja. Nabrałam więc zalecane 120 oczek na druty z żyłką nr i 4 zaczęłam z zapałem. Po kilku godzinach pracy (oczywiście nie jednym ciągiem) miałam tyle:
Tak to wyglądało pod koniec pierwszego motka. Miałam też dziwne wrażenie, że komin wychodzi zbyt szeroki. Robiłam jednak dalej, na początku w tajemnicy przed mężem, bo chciałam by komin był w prezencie.
Gdy już podzieliłam komin na dwie części (przód i ty) i zrobiłam przód zdecydowałam, że jednak pokażę to mężowi. Niech przymierzy i powie czy dobre...
No i w tym momencie więcej Wam pokazać nie mogę, bo oboje z mężem stwierdziliśmy, że coś nie tak. Komin zupełnie nie przypominał tego, co na zdjęciu na stronie Dropsa.
Golf, który w zamierzeniu (i na fotce) miał opinać i grzać szyję w rzeczywistości przypominał smętnie zwisające "coś", co mąż porównał do końskiego chomąta.
Nie powiem żeby mi się nie zrobiło przykro. Ale sama widziałam, że coś jest nie halo i czym prędzej wszystko sprułam.
Następnego dnia postanowiłam zacząć od nowa. Zmieniłam jednak ilość oczek i zamiast zalecanych 120, na druty nabrałam jedynie 102 oczka. Cyfra nie była taka zupełnie przypadkowa. Musiała dac się podzielić na 2 (tyle samo oczek na przód co na tył), a dodatkowo na 3. Czemu na 3? Otóż wg schematu wciąż powtarzają się 3 oczka:
Tym razem postanowiłam robić nie na żyłce, ale na 5 drutach. Zaczęłam w zeszłą niedzielę.
Pomimo tego, że lata świetlne nie robiłam na 5 drutach (4-5 klasa szkoły podstawowej) to zdecydowanie szło mi dość szybko.
Zdjęcie zrobiłam niestety już po podzieleniu robótki na 2 części:
Na pierwszy rzut oka widać, że zdecydowanie inaczej wychodzi. Że bardziej przypomina golf.
Dziś udało mi się komin wykończyć i zrobić fotki:
Tak wygląda wykończony kompletnie komin wg zmodyfikowanego odrobinkę wzoru Snuggles ze strony Dropsa. Jak widać nawet znaczek "Handmade" zdążyłam przyszyć :D
A tak wygląda komin-szyjogrzej na "modelu":
Jeszcze powinnam go wyprać i uformować, ale mąż już dziś spacerował w nim z pieskami i był baaaaaaaardzo zadowolony. A to chyba najważniejsze...
Udało mi się też zrobić kolejne kompletne powtórzenie wzoru mojego szala. Teraz mam już w sumie 30 powtórzeń i jeszcze dość sporo włóczki. Muszę się zastanowić czy już zakończyć czy zrobić jeszcze ze 2 powtórzenia.

Hafty też wam pokażę - obiecuję. Chwilowo jednak są odrobinę zasypane włóczkami i jak zwykle tradycyjnie zabrakło muliny na tło... Może w tym tygodniu znajdę czas na zrobienie fotek i dokupienie muliny. 
Do niedzieli postaram się też wysłać kolory mulin potrzebne do naszego SAL-u. Musze się przyznać, że całkiem o tym zapomniałam :(

Bardzo Wam dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.
Elżbieta K - czyli sama sobie zadałam terapię :D. Dzięki za podpowiedź wzoru, może skorzystam.
AsiaB - nie, nie porzucę, będę jakoś robić etapami. Może tak jak kiedyś haftowałam co tydzień coś innego to teraz będę tydzień haftować, tydzień dziergać, tydzień robić milion innych rzeczy :D
Promyk - a ja myślałam ze jest tylko hafciarskie ADHD... Obiecuję pokazać wszystko co zrobię
Margonitka - dziękuję za ciepłe słowa. Też kocham ten kolor, a mam jeszcze 1,5 motka więc pewnie coś oprócz szala powstanie (w wolnych chwilach)
Katarzyna - dziękuję. Możesz nie wierzyć, ale ja niedawno też tak myślałam...
Anek73 - piękne, prawda? Już mnie "druty świerzbią" żeby zacząć sukienkę, ale obiecałam sobie że to na końcu. Chwilowo jest kolejka prac, a sukienka to jednak wyzwanie - karczek, rękawy...
Merry - rozbawiłaś mnie :D
Irena - oj tak, czas to by się przydał. Zdecydowanie...






piątek, 23 listopada 2018

Oszalałam, ale proszę nie wzywać psychiatry....

Oszalałam, palma mi odbiła, ale chyba pozytywnie....
Ale od początku.
Na początku był wyjazd do Polski na Wszystkich Świętych. Wyjeżdżaliśmy w niedzielę 28 października (czyli już prawie miesiąc temu). Pomimo zapewnień, że nie bierzemy dużo bagaży to nasze autko było dziwnie obładowane... W moim bagażu oczywiście znalazła się rozpoczęta jeszcze przed wyjazdem robótka.
I co? I nic - miałam 5 dni wolnego czasu, ale niestety na kanwie nie przybył ani jeden krzyżyk. Ba, haft w ogóle nie został wyjęty z walizki....
Za to udało mi sie przeczytać holenderską książkę. Późną nocą gdy wszyscy spali, w łóżku przy nocnej lampce... Tak mnie wciągnęła że niemal co noc czytałam do 2.00 w nocy i co dziwne rano nie bywałam ani śpiąca ani zmęczona! No ale nie musiałam wstawać o 7.00 rano, więc mogłam sobie na to pozwolić.
Chciałam się w Polsce wszystkim dookoła pochwalić własnoręcznie wydzierganą chustą, ale niestety - było na to stanowczo za gorąco. Temperatura oscylowała w granicach 22 stopni Celsjusza i to dokładnie 1 listopada...
Z jednej strony dobrze, bo podjęłam decyzję, że jednak tę chustę przedłużę. I zaraz po powrocie do domu powoli zabrałam się za prucie zakończenia.
Trochę trwało zanim sprułam ostatnie kilka rzędów. Mogłam to robić wyłącznie wtedy, kiedy nikogo nie było w domu, bo bałam się, że pogubię oczka i cała moja praca pójdzie na marne.
I tak oto chusta Snoweko z powrotem wskoczyła na druty:
Dziergam ją też za dnia, kiedy nikogo nie ma w domu i na chwilę obecną mam już 1 powtórzenie wzoru więcej....
Jeszcze przed wyjazdem moje najmłodsze dziecię stwierdziło, że też chce mieć coś, zrobione przeze mnie na drutach. Obojętnie co to ma być, byle było RÓŻOWE...
Polazłam więc na stronę Dropsa i kupiłam różowe:
Miało być z tego cieniowane ponczo, coś z rodzaju takiego, jak to znalezione na Facebook-u. Nie bardzo wiedziałam jednak jak połączyć kolory, jak się to będzie układać i tak sobie włóczka leżała...
W sklepie na mieście znalazłam jednak inną - też różową i pięknie cieniowaną:
Przynajmniej fajnie to wygląda w tych motkach.
Pojedyncza nitka wygląda tak:
I w sumie nie wiem czy mi się to będzie nadawało na to (lub inne) ponczo. Na dodatek mam dylemat co to za włóczka, bo na metce są dwa różne opisy:
Mam dylemat, bo nie wiem w końcu czy to 66% bawełny i 34% akrylu, czy 100% akrylu....
Priorytetem jednak jest dla mnie Snoweko, więc i ta włóczka leży i czeka na lepsze czasy.
W Polsce okazało się, że moja mama robiła porządki w szafach i znalazła SKARB, który przywiozłam ze sobą do domu...
Ten skarb to 5 motków moherowej włóczki - piękny melanż w odcieniach brązu:
Zaplanowałam z tego sukienkę. Najlepiej taką jak ta - Rosy Cheek. Wzór do kupienia na Raverly, ale niestety tylko w języku angielskim i to jest dla mnie nie do przeskoczenia... Będę musiała poszukać czegoś równie pięknego, ale z polskojęzycznym opisem...
Z żalem odłożyłam włóczkę do pudła...
Ale, ale. Dostałam maila z Dropsa, a tam piękne wzory i PROMOCJA! Promocja na włóczki!
Najbardziej spodobała mi się jedna chusta - Valley Girl. Przestudiowałam wzór i stwierdziłam, że po Efekcie Motyla i Snoweko to pestka. Problem stanowiły tylko włóczki, które pomimo obniżki wciąż wychodziły drogo. Postanowiłam kupować "na raty", czyli jedną włóczkę teraz, a drugą powiedzmy w przyszłym miesiącu. Jak pomyślałam tak zrobiłam i dwa dni później przyleciała do mnie Kid-Silk:
Bardzo podoba mi się fakt, ze jest hermetycznie zapakowana, bo dzięki temu zajmuje niewiele miejsca, a to jest aż 5 motków...
Jak widać na powyższym obrazku razem z włóczką przyleciały markery. Robi sie coraz profesjonalniej...
Tymczasem kilka dni temu mąż powiedział, że musi sobie popatrzeć po sklepach za takim męskim kominem-golfem. Coś szaliki mu nie służą, a robi się coraz zimniej.
Pomyślałam - "O, jest pomysł na prezent" i wymyśliłam:
Z tego niebieskiego powstanie komin dla męża, o taki jak TEN ze strony Dropsa. Co będzie z białego jeszcze nie wiem.
Na razie siedzę w nosem na YT i oglądam jak się takie cuda robi od góry na drutach na żyłce. Mam nadzieję, że do świąt się wyrobię :D
Wisienka na torcie:
Zamówiłam sobie przywieszki HANDMADE  i kupiłam bambusowe druty nr 6...
Czy jest na sali lekarz??? Bo to już chyba trzeba leczyć....

Na zakończenie dodam jeszcze, że wieczorami siedzę i dłubię mojego kwiatka, ale niestety w ferworze zajęć nie zrobiłam zdjęć. Gapa...

Bardzo serdecznie wam dziękuję za wszystkie komentarze. Buziaczki dla Was!!!

sobota, 27 października 2018

Czas się pochwalić...

Tak, dziś ten dzień, w którym będę się chwalić. A co? Niech innym będzie żal :D
No dobra, a teraz na poważnie - będę się chwalić moim szalem Snoweko, zrobionym wg wzoru Iwony Eriksson.
Na początek oczywiście pokażę etapy powstawania, a efekt końcowy jak sama nazwa wskazuje będzie na końcu postu.
Z jednego motka mojego moheru wyszło mi tyle:

16 powtórzeń wzoru plus te kilka rzędów na początku.
Gdy zdecydowałam się go zakończyć miała 27 powtórzeń wzoru i gdy tylko zszedł z drutów wyglądał tak:
I tu muszę się do czegoś przyznać.... Wybrałam elastyczne zakończenie i końcówka szala zrobiła się falbaniasta.... Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że takie zakończenie będzie idealne... No cóż, człowiek uczy się na błędach.
Dziergałam go 2 tygodnie, na prostych drutach nr 4. Próbowałam na drutach z żyłką, ale robiłam za dużo błędów, a na prostych drutach szybciej mogłam wyłapać te błędy.
Muszę przyznać, ze pod koniec było ciężko utrzymać druty...
Szal został delikatnie wyprany i porządnie zblokowany:
Zajął niemal całą powierzchnię materaca o wymiarach 90x200... Szaleństwo.
Niestety po zdjęciu szpilek i przymiarce "na ludziu" okazało się, że jednak mógłby być dłuższy... Tym bardziej że zostało sporo włóczki:
No, ale bardzo mi zależało, żeby go skończyć przed wyjazdem do Polski...
A teraz obiecana wisienka na torcie, czyli efekt końcowy - zdjęcie na ludziu:

I jak się wam podoba?
Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby po powrocie jednak go przedłużyć... Co wy na to?

Dziękuję za Wasze komentarze
- Elżbieta K, Promyk - właśnie z powodu koloru tej włóczki powstał ten szal...
- Agata - mój mąż zapytał po co mi te dziury, skoro szal ma być na zimę :D
- Iwa, ale jest też moher syntetyczny... Powiem szczerze że kiedyś robiłam "próbę ognia", ale nie pamiętam już jak wyszła...
- Jagna - mam nadzieję, że błąd aż tak bardzo nie rzuca się w oczy ;)

Pozdrawiam serdecznie