niedziela, 22 maja 2022

Dywaniki, podkładki i tunika

Dywaniki miałam wam pokazać już dawno. Jeszcze zanim przyjechali goście, bo dywaniki generalnie gotowe były już na Wielkanoc. No ale nie zdążyłam. Bywa.

Żeby nie przedłużać oto dwa gotowe dywaniki do sypialni:

Niestety zdjęcia z sypialni brak bo zwyczajnie zapomniałam go zrobić. I już nie zrobię, bo szczerze mówiąc zwyczajnie nie chce mi się teraz dreptać do sypialni na piętrze w celu zrobienia zdjęcia. A jak dziś nie napiszę tego posta, to pewnie znowu minie ze 2 tygodnie zanim się to tego zabiorę. 
Trudno - musicie mi wierzyć na słowo, że dywaniki spełniają swą rolę i faktycznie leżą u nas w sypialni przy łóżku. 
Jak już pisałam TUTAJ jest to jak najbardziej projekt własny inspirowany na kocyku dla niemowląt. Włóczka Drops Paris kolor nr 12. Ile jej wyszło niestety nie pamiętam.

Idąc za ciosem i mając kolorowe resztki z Drops Paris postanowiłam dorobić sobie kilka podkładek. 
Nie wiem czy pamiętacie, ale TUTAJ chwaliłam się, że zrobiłam sobie łapki do garnków. 
Dla przypomnienia wyglądały tak:
I swoje miejsce znalazły tu:
Jako że sprawdziły się IDEALNIE zarówno jako łapki jak i podkładki pod garnki to postanowiłam zrobić sobie jeszcze kilka w różnych zestawach kolorystycznych. A że łatwo i szybko się je robi, bo to podwójny ryż to w ciągu tygodnia machnęłam takie 4.
Dwie w odcieniach różu:
I dwie w odcieniach zieleni:
Miały być jeszcze niebieskie, ale ciągło mnie do nowego...
Przeszukując stronę Dropsa znalazłam i zapisałam sobie kilka ciekawych wzorów na bluzki, tuniki i sweterki i jakiś czas temu korzystając z promocji kupiłam włóczkę na konkretne projekty.
Tym razem przyszła mi ochota na tunikę Peach Ballet.
Zaczęłam ją robić zaraz po świętach:
Trochę się obawiałam tego wzoru. Niby skomplikowany nie jest bo to same prawe, narzuty, dwa oczka razem... Niby proste a o pomyłkę nie trudno.
Po kolejnym pruciu jednak zaskoczyło i aż do samych rękawów poszło szybko. I kiedy już się wydawało, że wszystko jest na dobrej drodze okazało się, że po 1 tunika wychodzi zdecydowanie za szeroka, bo nie doszło do mnie, że pod pachami trzeba zacząć gubić oczka. A po 2 w pewnym momencie wzór mi się "rozjechał".
Nie chcę wydawać sądów, bo może się nie znam, ale osobiście wydaje mi się, że w schemacie jest błąd bo przestał mi się zgadzać wzór.
Jest możliwość, że ja pomimo studiowania tego schematu ze 100 razy robiłam sama ten sam błąd. Niemniej jednak zaczęłam mieć problem i postanowiłam sama pociągnąć wzór do końca.
Oczywiście najpierw musiałam spruć aż do pach.
Na zdjęciu tunika przed WIELKIM pruciem:
Gdzieś tam nad logo widać, że coś się tam zaczyna dziać nie do końca tak jak to ma być.
Zaliczyłam kolejne 2/3 prucia i dziś tunika jest już na ukończeniu. Brakuje jednego rękawa, ale mam nadzieję, że szybko go zrobię i jeszcze tej wiosny tunikę ponoszę ;)

To na tyle. W planie kolejna bluzeczka a może i sweter na zime dla syna - wcześniej zacznę to do zimy skończę ;)
Kolos też się robi pomalutku. Może następny post będzie właśnie o nim.

Serdecznie dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze.
Promyk - to zapraszam, coś zorganizujemy ;)
elakochan - też to pamiętam. Babcia od strony mamy miała jeszcze taką tarkę w łazience, a babcia od strony taty nawet taką wyżymarkę ;) Chyba jesteśmy w podobnym wieku.

Pozdrawiam serdecznie










poniedziałek, 16 maja 2022

Goście są fajni...

Szczególnie jak już wyjadą...
No dobra, żartowałam ;)
Goście byli u mnie całe 14 dni. Przyjechała moja mama oaz mój brat z żoną i 6 letnią córeczką. Plus nasza 4 i trzeba powiedzieć otwarcie że na 64m2 zrobiło się całkiem tłoczno.
Na szczęście miałam plan awaryjny w postaci kilkudniowego wyjazdu "na wczasy".
I tak gdy mój mąż i syn pracowali ja z Olivią i gośćmi spędziłam kilka fajnych dni na kempingu.
Po niderlandzku nazywa się to Bungalopark albo lepiej - Vakantiepark co oznacza nic innego jak park wakacyjny.
Mieliśmy do dyspozycji 6 osobowy domek z salonem, kuchnią, 3 sypialniami i łazienką. Też ciasno, ale nie zamierzaliśmy siedzieć w domku na 4 literach, tylko w miarę aktywnie spędzić ten czas.
Mieszkaliśmy w jednym tych domków (różowym) z tarasem wystającym nad wodą:
Jedliśmy regionalne przysmaki lub potrawy wykonane z regionalnych produktów. A zdjęciu Burger Rolnika z frytkami podany na talerzu w kształcie łopaty.
W okolicy parku było mnóstwo placów zabaw i kilka zagród ze zwierzątkami, które można było głaskać, karmić i przytulać:
Jako, że był to park tematyczny to nie mogło zabraknąć głównych bohaterów: 
Te dwie postaci to Fien - gospodyni (rolniczka) i jej brat Teun - gospodarz (rolnik). Codziennie rano robili obchód parku i witali się z każdym napotkanym dzieckiem (i nie tylko). A popołudniami mieli występy - powitalny, taneczny, piżamaparty, na pożegnanie.
Parę kilometrów dalej było Gospodarstwo Przygód w którym spędziliśmy cały jeden dzień. Tam dopiero dzieci miały atrakcje.
Dzieci mogły spróbować swoich sił w dojeniu krowy (sztucznej oczywiście), można było pojeździć na kucyku, spędzić czas w zagrodzie kóz, poprzytulać owieczki, nakarmić kury, obejrzeć wnętrze ula i robić wiele wiele innych rzeczy.
Kolejnego dnia wybraliśmy się do Kinderdijk. To jedna z piękniejszych holenderskich atrakcji na świeżym powietrzu i zarazem Światowe Dziedzictwo UNESCO:
W chwili obecnej wiatraków jest 19, a dwa z nich można nawet zwiedzić od środka by przekonać się jak żyli i pracowali kiedyś młynarze:

Szczególnie interesujący był ówczesny model pralko-suszarki:
Model wciąż działający i można było spróbować własnych sił i "wyprać" a potem wyżymać tę czerwoną szmatkę.
Jeśli kiedyś będziecie w Rotterdamie to zapraszam serdecznie do Kinderdijk.

Przyznam szczerze, że bardzo mi się ten wyjazd spodobał. Goście byli również zachwyceni. Na szczęście nie padało, choć wielkich upałów też nie mieliśmy. Było słonecznie, ale chłodno i wietrznie
Drugi tydzień ich odwiedzin spędziliśmy mniej aktywnie. ja niestety musiałam iść już do pracy, ale mój brat z dziećmi zaliczył jeszcze park trampolin i basen. W międzyczasie 1 maja świętowaliśmy urodziny mojego syna i do naszych 8 osób dojechała jeszcze najstarsza córka z chłopakiem... Full House ;)
Gdy już odjechali w domu zrobiło się ciszej, a ja zostałam z górą prania. 
Na szczęście pranie opanowane, a ja mogłam wrócić do swoich robótek. Ale to już pokażę w następnym poście, bo trochę tego jest...

Dawno mnie tu nie było, a wiem że zaglądacie. Dziękuję Wam za to z całego serca.
I za wasze wszystkie bez wyjątku pozostawione komentarze.
Pozdrawiam serdecznie


poniedziałek, 18 kwietnia 2022

Filiżanki i serwetki

W styczniu pokazywałam wam motyw hafciarski, który "chodził" za mną kilkanaście lat i który w końcu doczekał się realizacji. Mowa o filiżankach, które pokazywałam TUTAJ.

Wtedy zastanawiałyście się co takiego z nich powstanie. Najbliżej rozwiązania była Malgorzata Zoltek, która pomyślała o serwetach pod talerze, lub o ozdobach do powieszenia.

Otóż ja wymyśliłam sobie po prostu serwetki w filiżanki:


A tak prezentuje się całość:
Serwetki te od razu były przeznaczone do kuchni, do mojego kawowego "kącika", który jeszcze do niedawna (a konkretnie od środy) wyglądał tak:
Takie sobie półeczki wymyśliłam na kawę, cukier i tym podobne specjały. Poniżej stoi ekspres Tassimo a obok niego czajnik bezprzewodowy. Takie wszystko w jednym miejscu. 
Jak widać na załączonym obrazku wciąż wiszą serwetki z napisem "Merry Christmas" :D
Tak sobie te serwetki czekały na zmianę dekoracji, czyli na serwetki w filiżanki. 
Serwetki wyhaftowałam dość szybko, ale potrzebowałam kilku spokojnych chwil na ich odpowiednie wykończenie. Potem oczywiście musiały zostać wyprane i wyprasowane.
A potem powędrowały na półeczki.
I teraz mój kawowy kącik prezentuje się zdecydowanie lepiej:
I w każdej chwili można szybko zmienić dekorację i pokazać drugi model filiżanki :D
Kuchnię uważam za dopieszczoną. Czas na inne pomieszczenia i pokoje.
Serwetki to nie wszystko co u mnie postało w przeciągu miesiąca, ale to już pokaże w następnym poście.

Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze, jak również za wszelkie życzenia świąteczne.
Pozdrawiam serdecznie