niedziela, 10 lutego 2019

SAL Makatonowy motyw nr 1

Dziś mija termin publikacji postępów naszego PASTA SAL, czyli SAL-u Makaronowego.
Tak więc nie przedłużając pokażę Wam nasze postępy.
Zdjęcia ustawione są w kolejności nadsyłania:
1. Małgosia - Magiczny Świat Krzyżyków - Gosia ma swój własny wzór i trochę nieświadomie poleciała do przodu z haftem. Ale to nic. Gdy my będziemy haftować ten fragment ona będzie miała czas na inne hafciki:
2. Joanna - Cross stitch czyli chwile nitkami malowane:
3. Kot w Ogrodzie - U kota w Ogródku:
4. Natalia - Zaczarowany Papier - Natalia postanowiła haftować każdy motyw osobno. Mam nadzieję, że kiedyś pokaże nam do czego wykorzystała te małe hafciki:
5. Cytrulina - Cytrulina Hand Made:
6. Iwona - Iwonka niestety nie prowadzi swojego bloga, więc jej postępy możecie zobaczyć tylko u mnie:
7. Karolina - Karolina również nie prowadzi bloga. Kontury zrobi na sam koniec:
8. Anja - Anja - moje pasje:
9. Edyta - Szafirowy zakątek:
I na koniec moje postępy. Ale zanim je pokażę to muszę przeprosić za jakość zdjęcia - było robione póżnym wieczorem, zaraz po zdjęciu tamborka. Dlatego materiał taki wymięty. Na dodatek jak to u mnie bywa nie znalazłam chwili czasu za zrobienie nowego, porządnego zdjęcia...
Obiecuję, że następny motyw pokażę w lepszym ujęciu:
Haft wyjątkowo na kanwie Aida 18ct, jedną nitką muliny DMC.
Zapytacie pewnie czemu tak, skoro ZAWSZE haftuję na 14ct i dwoma nitkami.
Otóż teraz też tak miało być. Ale jak tylko zobaczyłam jaki to kawał materiału, to stwierdziłam, że w mojej kuchni nie ma tyle miejsca na ścianie... Stąd ta zmiana. Ale jestem z niej zadowolona, choć oczy bolą...

To tyle na temat pierwszego motywu. Jedna osoba zgłaszała opóźnienie, dwie inne nie dały znaku życia od momentu otrzymania schematu. Wierzę, że po prostu zapomniały przysłać mi zdjęcia.
Jeśli nie odezwą się do końca lutego nie dostaną kolejnego motywu do wyhaftowania. Zabawa zabawą, ale jakieś zasady obowiązują. Wystarczy napisać maila - sorki, nie wyrobiłam się...
Post edytowałam - dodałam zdjęcie Edytki, ktora troszkę się zakręciła i zapomniała przysłać fotki w terminie ;)

Dziękuję Wam serdecznie za Wasze komentarze. Odnośnie modelki, to córcia baaaardzo lubi się fotografować i czasem muszę usuwać nadmiar zdjęć po takiej sesji :D

Pozdrawiam Was i życzę udanego haftowania drugiego motywu


poniedziałek, 4 lutego 2019

Czapka do kompletu

Właściwie to ten post miał być zupełnie o czymś innym. Najpierw chciałam Wam pokazać remontowe postępy, ale niestety zrobione zdjęcia kompletnie nie nadają się do publikacji. Są mało ostre i ogólnie nieciekawe. Po drugie chwilowo nie mam czasu na zrobienie nowych, ładnych, ciekawych. Na dodatek okazało się, że przy okazji trzeba będzie odnowić łazienkę, bo kabina prysznicowa odmówiła współpracy, a pasujących części zamiennych brak.
Potem chciałam się pochwalić skończonym pierwszym motywem naszego SAL-u Makaronowego, ale doszłam do wniosku, że swój pokażę razem z Waszymi, w jednym zbiorczym poście.
Postanowiłam zatem pochwalić się czymś innym.
Pamiętacie ponczo z poprzedniego posta?
Pokazywałam Wam, że matka ma moc i zrobi dziecku frędzle do poncza:
W miarę chciałam zrobić to zgodnie z odcieniami. Trochę mi się to udało. Niestety pod koniec poncza zabrakło włóczki... Popędziłam do sklepu i co? I ZONK - włóczki brak. Po 2-3 dniach takiego zaglądania na półkę znalazłam coś zupełnie innego, ale w miarę pasującego. Niestety tak mi zależało na skończeniu frędzli, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Odwinęłam z motka niepotrzebny odcień, byle szybko dotrzeć do tego odpowiedniego, skończyć ponczo, wyprać, zapomnieć.
Dziecko wróciło ze szkoły, zajrzało w mój robótko wy kącik i wypaliło:
- Mama, jakie super kolory!! Zrobisz mi z tego czapkę????
Przyznam, że mi odrobinę ręce opadły, bo chciałam haftować Makaron i skończyć jeden niedokończony (z powodu braku koloru) obraz.
Ale cóż było robić? Matka musiała nabrać kolejnej mocy przerobowej i zacząć czapkę. A że matka wymyśliła sobie wzór w kłosy, to najsampierw musiała się go naumieć...
Na szczęście internet jest kopalnią wiedzy i wszystko można w nim znaleźć.
Po jednym dniu czapka wyglądała tak:
I tu właśnie najlepiej widać, czym różni się ta włóczka - różowy jest "bardziej różowy", i do tego ten niebieski, idealnie komponujący się kolorystycznie.
Po kolejnych kilku wieczorach czapka była skończona. Ale żeby nie było tak łatwo, to matce zachciało się pompona...
Obawiałam się trochę prania. Nie miałam pojęcia, jak włóczka zachowa się po praniu i podczas suszenia. Bałam się też o pompon, bo robiłam go pierwszy raz w życiu...
Na banderolce z włóczki znalazłam oznaczenia - prać w temp 40 stopni, suszyć w stanie rozłożonym. W planach miałam pranie w pralce, bo nie cierpię prania ręcznego...
Posłuchałam rady koleżanek z facebookowej grupy drutowej oraz własnej mamy i wyprałam ponczo z czapką razem włożone do poszewki z poduszki, w temperaturze 40 stopni w płynie do prania wełny. Sprawdziło się wyśmienicie - frędzle się nie poskręcały, pompon się nie rozleciał, ponczo i czapka są puszyste i pachnące.
A teraz "profesjonalna" sesja zdjęciowa przeszczęśliwej właścicielki poncza i czapki:




Zbliżenie na frędzle:
Żeby córka nie miała problemu z odróżnieniem przodu od tyłu postanowiłam wszyć jej "pętelkę-zawieszkę". A że kiedyś kupiłam metr taśmy z napisem "Handmade" to mogłam ją teraz wykorzystać:
 Na koniec, żeby nie było żadnych wątpliwości, że to co nosi moje dziecko to nie towar "Made in China" postanowiłam przyszyć drewniane zawieszki "Handmade". I to zarówno na czapkę, jak i na ponczo:
























I jak się Wam podoba?
Oczywiście modelka nie byłaby sobą, gdyby tej czapki już dziś nie ubrała do szkoły...
Ponczo też chciała ubrać, ale przekonałam ją, ze takie coś nosi się ZAMIAST kurtki, a na to niestety jest stanowczo za zimno i za mokro...

Następny post będzie już hafciarski - obiecuję. 
Za tydzień pokarzę Wam nasze Makaronowe postępy.

Dziękuję za odwiedziny na blogu oraz za wszystkie pozostawione komentarze. To moja pierwsza tak duża praca i dlatego bardzo się cieszę, że wszystko się udało i że Wam też się podoba.
Elżbieta K - chciałabym, ale jeszcze daleka droga do tego :D
Jagna - dziękuję, przyda się bo zanosi się na więcej prac niż początkowo planowaliśmy...


sobota, 26 stycznia 2019

Dwa podejścia - jedno ponczo

W poprzednim poście pisałam, że zanim zacznę haftować pierwszy element naszego SAL-u Makaronowego to chcę skończyć pewien drutowy projekt.
Ten drutowy projekt to ponczo dla córki, który właśnie udało mi się skończyć.
Ale żeby nie było tak różowo, to muszę sie przyznać, że ponczo robiłam dwa razy.
Już tu kiedyś pisałam, że znalazłam piękną inspirację na Facebooku. Znalazłam też odpowiednią na to ponczo włóczkę, w jedynie słusznym, różowym (a jakże) kolorze:
Oczywiście zanim zaczęłam robić cokolwiek wypytałam autorkę mojej inspiracji o wzór i rozmiar. Wzór był z głowy, oczek początkowych 80, a modelka na zdjęciu ma 5 lat.
Pomyślałam oczywiście, że moje dziecię wprawdzie o rok starsze, ale drobniutkie, chudziutkie więc te 80 oczek w sam raz wystarczy.
Doświadczone dziewiarki wiedzą, że przed każdą robótką należy zrobić próbkę i z niej wyliczyć potrzebną ilość oczek. Ale kto by się tam przejmował próbkami, kiedy ręce rwą się do drutów...
Ponczo zaczęłam pod koniec grudnia. Nabrałam 80 oczek na druty nr 6 i jakoś poszło:
Tak patrząc na to, co jest zrobione przyszło mi nawet na myśl, żeby z tego zrobić spódniczkę... Ale ma być ponczo, więc będzie ponczo.
Naoglądałam się filmików na YT i postanowiłam, że nie będę zszywać boków poncza, tylko drugi element zacznę robić od razu z dłuższego boku:
To tak chyba coś jak w entrelac-u, prawda?
Przyznam się, że już wtedy przestało mi się to podobać. Na dodatek niby te ponczo już duże, ale po złożeniu wychodził strasznie mały otwór na główkę. Nie pozostało mi nic innego, jak robić dalej - aż do skończenia drugiego motka. Niestety wtedy okazało się, że ponczo jest o dużo za duże...
I że bardziej pasuje na mamę, niż na córkę:
Córka oczywiście w płacz, bo "mamo, obiecałaś że to będzie dla mnie". Cóż było robić...
Jeszcze tego samego wieczora moje pierwsze w życiu ponczo zamieniło się w dwie zgrabne różowe kulki, a ja zaczęłam na nowo:
Zmieniłam jednak koncepcję odnośnie wzoru i sposobu łączenia boków, no i co najważniejsze - nabrałam na druty "tylko" 60 oczek.
Tym razem zrobiłam dwa osobne prostokąty, które potem zgrabnie połączyłam sobie tylko znanym sposobem:
Tu już modelka bardziej zadowolona. Oczywiście zaraz padło pytanie - "A mogę go jutro ubrać do szkoły?" Na moje stanowcze "NIE" mina jej trochę zrzedła, ale wytłumaczyłam, że przecież jeszcze nie jest gotowe i postanowiłam dorobić to tego golf:
Wybaczcie te krzywe oczka, ale toto jeszcze nie było prane, a w ogóle to ten golf to mój pierwszy w życiu, robiony metodą "na czuja".
Uśmiech dziecka - bezcenny. Mama zadowolona z dobrze wykonanej pracy
I nagle ZONK - "Mamuś, a dorobisz mi jeszcze frędzle??"
No jak nie dorobię? Ja nie dorobię?
Tu jeszcze frędzle w trakcie roboty:
Ponczo jest już skończone. Teraz czeka (niestety, jak i mój czerwony szal Snoweko) na pranie i suszenie. Ponczo poczeka co najmniej do wtorku, Snoweko pewnie dłużej. Chwilowo mam inne priorytety na głowie. Niestety, remont się sam nie zrobi, a nawet jak coś zrobią tak zwani FACHOWCY, to i tak ktoś to potem musi posprzątać.... Niestety w większości wypada na mnie :D
Ale o tym w innym poście. Teraz czas na MAKARON :D

Właśnie - odnośnie SAL-u to pragnę przypomnieć temu kto zapomniał, że do tygodnia czasu dostaniecie schemat drugiego motywu, a na zdjęcia motywu nr 1 czekam najpóźniej do 9 lutego.

Dziękuję serdecznie za wszystkie komentarze. Pozdrawiam