Oszalałam, palma mi odbiła, ale chyba pozytywnie....
Ale od początku.
Na początku był wyjazd do Polski na Wszystkich Świętych. Wyjeżdżaliśmy w niedzielę 28 października (czyli już prawie miesiąc temu). Pomimo zapewnień, że nie bierzemy dużo bagaży to nasze autko było dziwnie obładowane... W moim bagażu oczywiście znalazła się rozpoczęta jeszcze przed wyjazdem robótka.
I co? I nic - miałam 5 dni wolnego czasu, ale niestety na kanwie nie przybył ani jeden krzyżyk. Ba, haft w ogóle nie został wyjęty z walizki....
Za to udało mi sie przeczytać holenderską książkę. Późną nocą gdy wszyscy spali, w łóżku przy nocnej lampce... Tak mnie wciągnęła że niemal co noc czytałam do 2.00 w nocy i co dziwne rano nie bywałam ani śpiąca ani zmęczona! No ale nie musiałam wstawać o 7.00 rano, więc mogłam sobie na to pozwolić.
Chciałam się w Polsce wszystkim dookoła pochwalić własnoręcznie wydzierganą chustą, ale niestety - było na to stanowczo za gorąco. Temperatura oscylowała w granicach 22 stopni Celsjusza i to dokładnie 1 listopada...
Z jednej strony dobrze, bo podjęłam decyzję, że jednak tę chustę przedłużę. I zaraz po powrocie do domu powoli zabrałam się za prucie zakończenia.
Trochę trwało zanim sprułam ostatnie kilka rzędów. Mogłam to robić wyłącznie wtedy, kiedy nikogo nie było w domu, bo bałam się, że pogubię oczka i cała moja praca pójdzie na marne.
I tak oto chusta Snoweko z powrotem wskoczyła na druty:
Dziergam ją też za dnia, kiedy nikogo nie ma w domu i na chwilę obecną mam już 1 powtórzenie wzoru więcej....
Jeszcze przed wyjazdem moje najmłodsze dziecię stwierdziło, że też chce mieć coś, zrobione przeze mnie na drutach. Obojętnie co to ma być, byle było RÓŻOWE...
Polazłam więc na stronę Dropsa i kupiłam różowe:
Miało być z tego cieniowane ponczo, coś z rodzaju takiego, jak to znalezione na Facebook-u. Nie bardzo wiedziałam jednak jak połączyć kolory, jak się to będzie układać i tak sobie włóczka leżała...
W sklepie na mieście znalazłam jednak inną - też różową i pięknie cieniowaną:
Przynajmniej fajnie to wygląda w tych motkach.
Pojedyncza nitka wygląda tak:
I w sumie nie wiem czy mi się to będzie nadawało na to (lub inne) ponczo. Na dodatek mam dylemat co to za włóczka, bo na metce są dwa różne opisy:
Mam dylemat, bo nie wiem w końcu czy to 66% bawełny i 34% akrylu, czy 100% akrylu....
Priorytetem jednak jest dla mnie Snoweko, więc i ta włóczka leży i czeka na lepsze czasy.
W Polsce okazało się, że moja mama robiła porządki w szafach i znalazła SKARB, który przywiozłam ze sobą do domu...
Ten skarb to 5 motków moherowej włóczki - piękny melanż w odcieniach brązu:
Zaplanowałam z tego sukienkę. Najlepiej taką jak ta - Rosy Cheek. Wzór do kupienia na Raverly, ale niestety tylko w języku angielskim i to jest dla mnie nie do przeskoczenia... Będę musiała poszukać czegoś równie pięknego, ale z polskojęzycznym opisem...
Z żalem odłożyłam włóczkę do pudła...
Ale, ale. Dostałam maila z Dropsa, a tam piękne wzory i PROMOCJA! Promocja na włóczki!
Najbardziej spodobała mi się jedna chusta - Valley Girl. Przestudiowałam wzór i stwierdziłam, że po Efekcie Motyla i Snoweko to pestka. Problem stanowiły tylko włóczki, które pomimo obniżki wciąż wychodziły drogo. Postanowiłam kupować "na raty", czyli jedną włóczkę teraz, a drugą powiedzmy w przyszłym miesiącu. Jak pomyślałam tak zrobiłam i dwa dni później przyleciała do mnie Kid-Silk:
Bardzo podoba mi się fakt, ze jest hermetycznie zapakowana, bo dzięki temu zajmuje niewiele miejsca, a to jest aż 5 motków...
Jak widać na powyższym obrazku razem z włóczką przyleciały markery. Robi sie coraz profesjonalniej...
Tymczasem kilka dni temu mąż powiedział, że musi sobie popatrzeć po sklepach za takim męskim kominem-golfem. Coś szaliki mu nie służą, a robi się coraz zimniej.
Pomyślałam - "O, jest pomysł na prezent" i wymyśliłam:
Z tego niebieskiego powstanie komin dla męża, o taki jak TEN ze strony Dropsa. Co będzie z białego jeszcze nie wiem.
Na razie siedzę w nosem na YT i oglądam jak się takie cuda robi od góry na drutach na żyłce. Mam nadzieję, że do świąt się wyrobię :D
Wisienka na torcie:
Zamówiłam sobie przywieszki HANDMADE i kupiłam bambusowe druty nr 6...
Czy jest na sali lekarz??? Bo to już chyba trzeba leczyć....
Na zakończenie dodam jeszcze, że wieczorami siedzę i dłubię mojego kwiatka, ale niestety w ferworze zajęć nie zrobiłam zdjęć. Gapa...
Bardzo serdecznie wam dziękuję za wszystkie komentarze. Buziaczki dla Was!!!
piątek, 23 listopada 2018
sobota, 27 października 2018
Czas się pochwalić...
Tak, dziś ten dzień, w którym będę się chwalić. A co? Niech innym będzie żal :D
No dobra, a teraz na poważnie - będę się chwalić moim szalem Snoweko, zrobionym wg wzoru Iwony Eriksson.
Na początek oczywiście pokażę etapy powstawania, a efekt końcowy jak sama nazwa wskazuje będzie na końcu postu.
Z jednego motka mojego moheru wyszło mi tyle:
16 powtórzeń wzoru plus te kilka rzędów na początku.
Gdy zdecydowałam się go zakończyć miała 27 powtórzeń wzoru i gdy tylko zszedł z drutów wyglądał tak:
I tu muszę się do czegoś przyznać.... Wybrałam elastyczne zakończenie i końcówka szala zrobiła się falbaniasta.... Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że takie zakończenie będzie idealne... No cóż, człowiek uczy się na błędach.
Dziergałam go 2 tygodnie, na prostych drutach nr 4. Próbowałam na drutach z żyłką, ale robiłam za dużo błędów, a na prostych drutach szybciej mogłam wyłapać te błędy.
Muszę przyznać, ze pod koniec było ciężko utrzymać druty...
Szal został delikatnie wyprany i porządnie zblokowany:
Zajął niemal całą powierzchnię materaca o wymiarach 90x200... Szaleństwo.
Niestety po zdjęciu szpilek i przymiarce "na ludziu" okazało się, że jednak mógłby być dłuższy... Tym bardziej że zostało sporo włóczki:
No, ale bardzo mi zależało, żeby go skończyć przed wyjazdem do Polski...
A teraz obiecana wisienka na torcie, czyli efekt końcowy - zdjęcie na ludziu:
I jak się wam podoba?
Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby po powrocie jednak go przedłużyć... Co wy na to?
Dziękuję za Wasze komentarze
- Elżbieta K, Promyk - właśnie z powodu koloru tej włóczki powstał ten szal...
- Agata - mój mąż zapytał po co mi te dziury, skoro szal ma być na zimę :D
- Iwa, ale jest też moher syntetyczny... Powiem szczerze że kiedyś robiłam "próbę ognia", ale nie pamiętam już jak wyszła...
- Jagna - mam nadzieję, że błąd aż tak bardzo nie rzuca się w oczy ;)
Pozdrawiam serdecznie
No dobra, a teraz na poważnie - będę się chwalić moim szalem Snoweko, zrobionym wg wzoru Iwony Eriksson.
Na początek oczywiście pokażę etapy powstawania, a efekt końcowy jak sama nazwa wskazuje będzie na końcu postu.
Z jednego motka mojego moheru wyszło mi tyle:
16 powtórzeń wzoru plus te kilka rzędów na początku.
Gdy zdecydowałam się go zakończyć miała 27 powtórzeń wzoru i gdy tylko zszedł z drutów wyglądał tak:
I tu muszę się do czegoś przyznać.... Wybrałam elastyczne zakończenie i końcówka szala zrobiła się falbaniasta.... Nie wiem dlaczego wydawało mi się, że takie zakończenie będzie idealne... No cóż, człowiek uczy się na błędach.
Dziergałam go 2 tygodnie, na prostych drutach nr 4. Próbowałam na drutach z żyłką, ale robiłam za dużo błędów, a na prostych drutach szybciej mogłam wyłapać te błędy.
Muszę przyznać, ze pod koniec było ciężko utrzymać druty...
Szal został delikatnie wyprany i porządnie zblokowany:
Zajął niemal całą powierzchnię materaca o wymiarach 90x200... Szaleństwo.
Niestety po zdjęciu szpilek i przymiarce "na ludziu" okazało się, że jednak mógłby być dłuższy... Tym bardziej że zostało sporo włóczki:
No, ale bardzo mi zależało, żeby go skończyć przed wyjazdem do Polski...
A teraz obiecana wisienka na torcie, czyli efekt końcowy - zdjęcie na ludziu:
I jak się wam podoba?
Chodzi mi po głowie taki pomysł, żeby po powrocie jednak go przedłużyć... Co wy na to?
Dziękuję za Wasze komentarze
- Elżbieta K, Promyk - właśnie z powodu koloru tej włóczki powstał ten szal...
- Agata - mój mąż zapytał po co mi te dziury, skoro szal ma być na zimę :D
- Iwa, ale jest też moher syntetyczny... Powiem szczerze że kiedyś robiłam "próbę ognia", ale nie pamiętam już jak wyszła...
- Jagna - mam nadzieję, że błąd aż tak bardzo nie rzuca się w oczy ;)
Pozdrawiam serdecznie
niedziela, 14 października 2018
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Tak mówi stare przysłowie. I przeważnie to się sprawdza.
Tak było i w moim przypadku. Ponad tydzień tamu żaliłam się na blogu, że jak zwykle zabrakło mi jednego koloru do skończenia 1 haftu. Na domiar złego ten sam kolor (i kilka innych) potrzebne mi było do rozpoczęcia kolejnego projektu. Zakupiłam wprawdzie wszystkie potrzebne nici w sklepie internetowym, ale był przecież początek weekendu więc przesyłka miała dotrzeć najwcześniej we wtorek.
Jako że nie lubię się nudzić postanowiłam wykorzystać wolny od krzyżyków czas na kompletnie inny projekt...
Postanowiłam zrobić szal na drutach.... I to nie byle jaki szal, a szal SNOWEKO wg projektu Iwony Eriksson:
Miałam w domu 3 motki pięknego czerwonego moheru, który lata temu mój śp. tata przywiózł z Austrii:
Nadal mam dylemat czy to moher czy poliakryl, ale twardo postanowiłam coś z tego zrobić. A że SNOWEKO szalenie mi się podoba więc postanowiłam zaryzykować.
Przeczytałam dokładnie "instrukcję obsługi", narzuciłam odpowiednią liczbę oczek na druty, przerobiłam zalecane przez Iwonę 6 rzędów oczkami prawymi i zaczęłam robić wzór....
Pierwszy rząd, trzeci rząd, piąty rząd i dziwne wrażenie że nic mi się tu nie zgadza.
Sprułam i zaczęłam od nowa. I znów ta sama sytuacja. Na dodatek we wzorze są bąbelki, które nijak mi na tej włóczce nie wychodziły. Odpuściłam je sobie, ale wzór nadal mi się nie składał.
Pomyślałam nawet że to przez ten ścieg francuski na początku robótki - może nie składa mi się wzór bo na obu stronach mam same prawe oczka...
Sprułam raz jeszcze, narzuciłam oczka, przerobiłam 6 rzędów prawych i dodałam od siebie kolejne 3 rzędy. Ale tym razem na prawej stronie przerobione na prawo, a na lewej na lewo. I gdy już kolejny raz miałam zacząć przerabiać rzędy ze wzorem dotarło do mojej łepetyny, że źle czytam schemat! Coś mnie zamroczyło i zamiast "czytać" wzór od prawej do lewej to "leciałam" poszczególne elementy wzoru od lewej do prawej...
No sorry, ale wzór nie miał prawa się zgadzać...
Kiedy ta oczywista prawda do mnie dotarła zaczęłam przerabiać oczka już zgodnie z kierunkiem wzoru. I nagle zaczęło mi wychodzić!
Po 2 dniach miałam tyle:
Mam już 12 powtórzeń wzoru i ciągle wyrabiam nitkę z 1 motka:
Przepraszam za jakość tego zdjęcia, ale nie miałam możliwości zrobienia innej fotki.
Muszę zrobić co najmniej jeszcze raz tyle co mam, żeby dało się tym fajnie owinąć. Chciałabym go skończyć do 1 listopada, ale nie wiem czy mi się to uda.
Jedno wiem - cieszę się że tydzień temu zabrakło mi muliny do haftu :D
Cieszę się, że znaleźli się chętni na SAL Makaronowy. Do stycznia jeszcze dużo czasu, więc może ktoś się jeszcze skusi.
Promyk, eleila - może sie jakoś dogadamy jak już zaczniemy zabawę ;)
eleila - ja też wiecznie nie mam czasu i muszę w końcu wrócić do rozgrzebanych HAED-ów, ale taki hafcik traktuję zawsze jako odskocznię od głównego projektu...
Pozdrawiam
Tak było i w moim przypadku. Ponad tydzień tamu żaliłam się na blogu, że jak zwykle zabrakło mi jednego koloru do skończenia 1 haftu. Na domiar złego ten sam kolor (i kilka innych) potrzebne mi było do rozpoczęcia kolejnego projektu. Zakupiłam wprawdzie wszystkie potrzebne nici w sklepie internetowym, ale był przecież początek weekendu więc przesyłka miała dotrzeć najwcześniej we wtorek.
Jako że nie lubię się nudzić postanowiłam wykorzystać wolny od krzyżyków czas na kompletnie inny projekt...
Postanowiłam zrobić szal na drutach.... I to nie byle jaki szal, a szal SNOWEKO wg projektu Iwony Eriksson:
Miałam w domu 3 motki pięknego czerwonego moheru, który lata temu mój śp. tata przywiózł z Austrii:
Nadal mam dylemat czy to moher czy poliakryl, ale twardo postanowiłam coś z tego zrobić. A że SNOWEKO szalenie mi się podoba więc postanowiłam zaryzykować.
Przeczytałam dokładnie "instrukcję obsługi", narzuciłam odpowiednią liczbę oczek na druty, przerobiłam zalecane przez Iwonę 6 rzędów oczkami prawymi i zaczęłam robić wzór....
Pierwszy rząd, trzeci rząd, piąty rząd i dziwne wrażenie że nic mi się tu nie zgadza.
Sprułam i zaczęłam od nowa. I znów ta sama sytuacja. Na dodatek we wzorze są bąbelki, które nijak mi na tej włóczce nie wychodziły. Odpuściłam je sobie, ale wzór nadal mi się nie składał.
Pomyślałam nawet że to przez ten ścieg francuski na początku robótki - może nie składa mi się wzór bo na obu stronach mam same prawe oczka...
Sprułam raz jeszcze, narzuciłam oczka, przerobiłam 6 rzędów prawych i dodałam od siebie kolejne 3 rzędy. Ale tym razem na prawej stronie przerobione na prawo, a na lewej na lewo. I gdy już kolejny raz miałam zacząć przerabiać rzędy ze wzorem dotarło do mojej łepetyny, że źle czytam schemat! Coś mnie zamroczyło i zamiast "czytać" wzór od prawej do lewej to "leciałam" poszczególne elementy wzoru od lewej do prawej...
No sorry, ale wzór nie miał prawa się zgadzać...
Kiedy ta oczywista prawda do mnie dotarła zaczęłam przerabiać oczka już zgodnie z kierunkiem wzoru. I nagle zaczęło mi wychodzić!
Po 2 dniach miałam tyle:
Byłam niezmiernie dumna z faktu, że wychodzi mi to co powinno i dopiero na zdjęciu zauważyłam, że mam tam błąd.... Ale nie miałam siły pruć tego po raz kolejny. Mam nadzieję, że jak się wypierze i ponaciąga to nie będzie to aż tak bardzo rzucać się w oczy.
I dlatego pomimo faktu, że brakujące muliny przyszły już we wtorek to ja nadal dziubię szal...Mam już 12 powtórzeń wzoru i ciągle wyrabiam nitkę z 1 motka:
Przepraszam za jakość tego zdjęcia, ale nie miałam możliwości zrobienia innej fotki.
Muszę zrobić co najmniej jeszcze raz tyle co mam, żeby dało się tym fajnie owinąć. Chciałabym go skończyć do 1 listopada, ale nie wiem czy mi się to uda.
Jedno wiem - cieszę się że tydzień temu zabrakło mi muliny do haftu :D
Cieszę się, że znaleźli się chętni na SAL Makaronowy. Do stycznia jeszcze dużo czasu, więc może ktoś się jeszcze skusi.
Promyk, eleila - może sie jakoś dogadamy jak już zaczniemy zabawę ;)
eleila - ja też wiecznie nie mam czasu i muszę w końcu wrócić do rozgrzebanych HAED-ów, ale taki hafcik traktuję zawsze jako odskocznię od głównego projektu...
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)


















