niedziela, 28 lutego 2016

I znów metryczka...

Dziś przychodzę z kolejnym priorytetem. Tym razem metryczka. Na szczęście nie jest aż taka pilna, bo dziecię ma przyjść na świat dopiero w połowie maja.
Ja jednak chciałam zrobi ją już teraz bo potem może być różnie. Teraz mam dużo czasu a potem mogę np iść do pracy, albo nawet dziecię może urodzić się wcześniej.
Z nowym tygodniem zaczęłam więc nowy hafcik:
Niestety w tym tygodniu moje dziecię domagało sie wyjątkowo dużo uwagi i raz za razem musiałam robótkę odkładać.
Tyle miałam w środę, gdy pokazywałam moje postępy na Hafciarni:
A to już zdjęcia dzisiejsze. Jedno zrobione gdzieś w okolicach popołudniowych:
I drugie, zrobione w czasie, gdy tata zajmował się usypianiem naszego "żywego sreberka":
Ja się już pewnie domyśliliście będzie dziewczynka :)
W takim stanie metryczka ląduje w koszyczku z haftami. Nie skończona, ale trudno - tydzień to tydzień. Do skończenia została cała misiowa głowa i kontury, które są niemal wszędzie. Teraz to już nie jest niestety kwestia 2 dni (dziecko mi nie pozwoli), więc wrócę do niej za 3 tygodnie.

Karolina, Małgorzata Zoltek - niestety krosno kupione jest z drugiej ręki, więc reklamacja nie wchodzi w grę. Mam wrażenie że ta pani właśnie dlatego je sprzedała... No cóż, na szczęście nie zapłaciłam za nie jakiejś kolosalnej kwoty i mogę ją przeboleć. Może kiedyś, kiedyś zdecyduję sie na zakup w jakimś renomowanym punkcie, zobaczymy.
Jadwiga Król - ja sobie bez tamborka nie wyobrażam haftowania, a wiem co mówię, bo próbowałam ;)
magdus208 - na szczęście Tęczowa to jeszcze nie kolos ;)

Dziękuję wszystkim za przemiłe komentarze. Róża uzależnia, to fakt. Ciężko się od niej oderwać.
Mam nadzieję, że mój kolejny haft też będzie taki wciągający ;)

Pozdrawiam

niedziela, 21 lutego 2016

Tydzień z Tęczową Różą

W październiku ubiegłego roku zaczęłam haftować moja Tęczową Różę. Pisałam o tym w TYM poście. Przy okazji chwaliłam się też zakupem krosna i dzieliłam wątpliwościami na temat jego użytkowania i problemów technicznych.
W zeszłą niedzielę wróciłam do mojej Róży, która wisiała cały czas na krośnie zostawiona w takim stanie:
Po dwóch dniach pracy miałam tyle:
Same róże i czerwienie....
Trzeciego i czwartego dnia postawiłam na żółty:
Kolejnego dnia znów wróciłam do czerwieni i Róży zaczęło przybywać trochę w górę.
W sobotę przez cały dzień nie miałam zbytnio czasu na krzyżyki. Jedynie wieczorem trochę przysiadłam, ale... tutaj muszę się przyznać, że się poddałam jeśli chodzi o krosno...
Nie dość, że cały czas było rozchwiane jak wierzba na wietrze i co chwilę musiałam dokręcać śrubki to jeszcze dół kanwy ciągle popuszczał i obszar haftowania robił się wiotki. Nie pomogło obrócenie ramy w drugą stronę (góra na dół) ani przytrzymanie kanwy otuliną z PCV...
Nie pomagało też dziecko, które ciągle przychodziło a to się przytulic, a to dać buzi, a to z inną sprawą i krosno ciągle musiałam odstawiać...
Przeprosiłam się z tamborkiem i Tęczowa wylądowała w obręczy...
Dziś jest ten dzień, w którym miała być zmiana na inny lub nowy hafcik, ale zawirowania rodzinno-towarzyskie na to nie pozwoliły. Nie chciałam jednak w wolnym czasie siedzieć bezczynnie więc pracowałam nadal nad Tęczową, która obecnie wygląda tak:
Przepraszam za jakość zdjęcia, ale moje oświetlenie nie pozwala zrobić innego, a post o Róży zaplanowałam koniecznie na dziś :)
Przyznam się, że ona jest uzależniająca, trudno sie od niej oderwać i myślę, że ciężko mi będzie przestawić się na inny haft. Do tego jutro mamy dzień "lekarski" (i ja i mąż), odwiedza nas najstarsza córka, syn rozpoczyna ferie i nie wiem czy znajdę czas na nowy haft....

Katarzyna G - mieszkam w Holandii i zamawiam muliny w tubylczych sklepach internetowych za w miarę rozsądną cenę. Jeszcze nie czekałam dłużej niż 3 dni robocze....
Agnieszka Dobek - no właśnie, Róża wyszywa się rewelacyjnie i ciężko się od niej oderwać, ale system to system, czas na kolejny hafcik ;)
Irena - jakie pozostałe dwa masz na myśli?
Krzyżykowe szaleństwa - ja też, moje Irysy już od jakiegoś czasu cieszą me oko na ścianie w salonie.
Agnieszka Wardzińska - ja się tego kłosa bałam od samego początku, a tam jest ich kilka. Ale warto sie pomęczyć ;)
Dziękuję Wam wszystkim za przemiłe komentarze. Jeśli ktoś się waha czy wyhaftować sobie takie słoneczniki to ja mówię TAK - WARTO!!! Wiec kanwa w dłoń i do dzieła ;)

Pozdrawiam serdecznie


niedziela, 14 lutego 2016

Słonecznikowy tydzień

W zeszłą niedzielę wróciłam do moich Słoneczników. Mam wprawdzie jeszcze kilka priorytetów, ale postanowiłam opracować sobie jakiś system haftowania. Taki, żebym mogła haftować swoje bieżące projekty, a przy okazji znaleźć czas na priorytety i jakieś nagłe/pilne robótki.
Postanowiłam na każdą pracę przeznaczyć tydzień. Od niedzieli do soboty. W każdą kolejną niedzielę zmiana hafciarskiego tematu. 
Tak więc dziś czas na moje tygodniowe postępy w Słonecznikach.
Ostatnio wyglądały tak:
Zaczęłam coś, czego się najbardziej obawiałam, czyli kłos jakby trawy ozdobnej i dostałam oczopląsów. Nie dałam się jednak i owy kłos skończyłam. Nie jestem z niego do końca zadowolona, ale cóż, pruć nie będę. Tyle miałam we wtorek wieczorem:

Oczywiście okazało się że jak zwykle zabrakło muliny na tło i jeszcze we wtorek wieczorem zamówiłam od razu 10szt.
Żeby nie siedzieć bezczynnie haftowałam listki i w środę wieczorem na "Hafciarni" mogłam już pokazać efekty:
W piątek rano listonosz przyniósł zamówioną mulinę i robota ruszyła z kopyta.
Jako że moje najmłodsze dziecko ostatnimi czasy bardzo lubi mi przeszkadzać, to ja przenoszę się na tryb nocny i zdarza mi się haftować do 1-2 w nocy. A efekt sfotografowałam dziś rano:
To tyle. Dziś niedziela, więc zmiana haftu. Teraz będzie czas na Tęczową Różę. jestem bardzo ciekawa ile mi jej przybędzie przez ten tydzień ;)

Bardzo Wam serdecznie dziękuje za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnim postem. Tempo było ekspresowe, bo to praca na zamówienie i nie chciałam przeciągać i robić na ostatnią chwilę. Tym bardziej ze im bliżej końca tym więcej problemow, pomyłek i splątanych nici.
Ale warto było ;)

Pozdrawiam